alveo | zabawy z dzieckiem | deweloper Kłopoty zaczynają się, gdy wzrasta nawożenie, zwłaszcza zaś nawożenie mineralne. W Polsce dopiero od lat 1964-1966 zaczęło się nasycenie rynku nawozami mineralnymi. Najlepsi sadownicy rzucili się na nie i zaczęli stosować w dużych ilościach, czasami w większych niż potrzeba. Najwyższe dawki, jakie zaleca nauka, wynoszą 200 kg azotu, 220 kg tlenku potasu i 120 kg tlenku fosforu na 1 ha, a są tacy sadownicy, którzy dają dwa, a nawet trzy razy tyle, a więc o wiele za dużo.
Jeśli chodzi o symptomy niedostatku mikroelementów i niektórych makroelementów poza azotem, potasem i fosforem, to dawniej obserwowano powszechnie tylko chlorozę, charakteryzującą się bladym lub żółtawym zabarwieniem liści, powodowaną przez brak żelaza. Zdarzało się to na glebach wapiennych, alkalicznych, głównie u roślin na takie gleby wrażliwych, jak grusze i maliny. Objawy braku magnezu - plamy brązowiejące między żyłkami liści i przedwczesne ich opadanie - widziałem w Polsce po raz pierwszy już około 1948 na glebach piaszczystych, gdzie stosowano duże dawki nawozów potasowych.
Spośród mikroelementów zwrócił na siebie uwagę w naszych sadach dotychczas tylko bor. W kilku sadach prywatnych w powiecie grójeckim, nawożonych bardzo wysokimi dawkami nawozów sztucznych, wystąpiły w 1963 bardzo wyraźne objawy niedostatku tego pierwiastka. Zawiązki owoców były zniekształcone, popękane, dużo ich opadło. Za radą specjalistów z Instytutu Sadownictwa dostarczono drzewom związków boru. Pomogło jak ręką odjął. Już w następnym roku objawy te nie wystąpiły na drzewach, które zasilano borem. crm | kuchnie | infakt.pl
|