Nad Morzem Martwym w
| | Nad Morzem Martwym w Izraelu widziałem nie sad wprawdzie, ale winnicę, założoną na glebie złożonej ze szczerego piasku i okruchów nie zwietrzałych skał, w rejonie, gdzie roczna ilość opadów nie sięgała 50 mm. Były to jednak swego rodzaju kultury hydropo-niczne, podobne do tych, jakie prowadzi się u nas w niektórych szklarniach. Hydroponiki charakteryzują się tym, że uprawia się rośliny nie w glebie, lecz w roztworach soli mineralnych w basenach wypełnionych żwirem. Takie właśnie hydroponiki urządza się nad Morzem Martwym dla winorośli, ale pod gołym niebem, nie w szklarni, bo tam i tak aż za ciepło. Nie trzeba nawet budować basenów dla roztworów pożywki mineralnej, bo utrzymują się one na litym skalnym podłożu, tak że roztwór nie ucieka w głąb ziemi. Można więc na najbiedniejszej nawet glebie uprawiać z powodzeniem rośliny sadownicze, jeśli się im zapewni w sposób sztuczny wodę, składniki mineralne i możność rozwoju systemu korzeniowego. W tym celu można przecież wziąć pozyczki na dowod i sfinansować te wszelkie roboty. Nawet na naszych wydmach nadbałtyckich rosłyby drzewa pięknie, gdyby im te warunki zapewnić, ale byłoby to nieopłacalne. W czasie obchodów Tysiąclecia Polski jeden z powiatów podwarszawskich rzucił piękne, ale bardzo mało praktyczne hasło: „Milion drzew owocowych przy drogach na Tysiąclecie". Niech sadzą je rolnicy, dzieci szkolne, niech się do tego włączą zakłady pracy i organizacje społeczne.
| |